czwartek, 2 lutego 2017

Rozdział III

-Słucham? - odpowiedziałam, nie dowierząc własnym uszom. Pani Monika jednak nie odpowiedziała, tylko zdziwiona spojrzała się na mnie i zaczęła iść przed siebie. Czułam jak zalewa mnie zimny pot. "Czy wszyscy na tym świecie zwariowali?' zapytałam samą siebie. Nie pewnym krokiem przeszłam przez ogrodzenie, a następnie przez próg drzwi. Po wejściu do domu, pomimo ciepłego dnia otoczyło mnie chłodne powietrze. Wzięłam koc leżący na sofie i usiadłam na niej. Postanowiłam pooglądać telewizję. W ostatnim czasie powstaje coraz więcej "seriali dokumentarnych", które zadziwiają swoją głupotą. Zazwyczaj je wyśmiewam , jednak tego dnia zdecydowanie potrzebowałam czegoś, co chociaż na chwilę oderwie mnie od rzeczywistości. Wzięłam do ręki pilota i włączyłam telewizor. Odczekałam chwilę, jednak na ekranie nic się nie pokazało. Nacisnęłam przycisk jeszcze raz - znowu nic. Spróbowałam zapalić światło, jednak bez skutku. "Pewnie znowu korki padły" pomyślałam. Wzięłam do ręki telefon, włączyłam latarkę i postanowiłam zejść do piwnicy, sprawdzić co się stało. Od śmierci rodziców starałam się tam nie wchodzić. Kiedy robiłam porządki w ich sypialni i gabinecie taty, wszystkie należące do nich rzeczy spakowałam do pudeł i wyniosłam do piwnicy. Nie umiałam ich wyrzucić. Jestem chyba za bardzo sentymentalna. Bałam się, że za parę lat zacznę zapominać jak wyglądali, jacy byli, a zachowując ich rzeczy zawsze mogłabym, chociaż w minimalnym stopniu, wrócić do tego co było.
 Otworzyłam drzwi i powoli zaczęłam schodzić na dół. Nagle drzwi zamknęły się z hukiem. Podskoczyłam ze strachu. Zaświeciłam przed siebie latarką i zobaczyłam, że okno jest otwarte. "To po prostu zwykły przeciąg, uspokój się". Zaczęłam się śmiać sama z siebie. "No no Tośka, nie sądziłam, że tak łatwo Cię wystraszyć" powiedziałam do siebie w myślach. Podeszłam na skrzynki z korkami. Faktycznie, jeden z nich się przepalił. Na półce stojącej obok skrzynki leżały zapasowe korki. Odwróciłam się by wziąć jeden z nich. Gdy już je znalazłam i odwróciłam się by wymienić przepalony korek na nowy, moja latarka sama się wyłączyła. Próbowałam ją włączyć, ale telefon jakby przestał mnie słuchać. Nagle w całym domu zapaliło się światło. "Co tu się dzieje?" pomyślałam. Spojrzałam przed siebie i zamarłam. Parę metrów przede mną znajdował się czarny jak smoła cień.  Chciałam uciekać jak najszybciej mogę, ale nie mogłam się ruszyć. Cień zaczął się zbliżać w moim kierunku, a ja dalej stałam jak słup soli. Zatrzymał się kilkanaście centymetrów przede mną. Nagle, moje uszy wypełnił przerażający, nieludzki pisk. Zebrałam się w sobie i zaczęłam wbiegać po schodach jak najszybciej umiałam. Chciałam wbiec do swojego pokoju i schować się pod kołdrą, jak wtedy, gdy byłam małą dziewczynką i przyśnił mi się koszmar. Zatrzasnęłam drzwi od piwnicy i pobiegłam do siebie. Usiadłam na łóżku cała się trzęsąc i zaczęłam płakać. Wpadłam w histerię. Chciałam zadzwonić na policję, ale co bym im właściwie powiedziała? "Dzień dobry, w mojej piwnicy jest duch, który prawdopodobnie chce mi coś zrobić, proszę natychmiast przyjechać." Stwierdzili by że zwariowałam i jeszcze zabrali by ode mnie Amelkę, twierdząc, że stanowiłabym dla niej zagrożenie. Trzęsącymi się rękoma wzięłam telefon i postanowiłam zadzwonić do jedynej osoby, która przyszła mi na myśl. Do Janka.
Janek był moim przyjacielem odkąd tylko pamiętam. Poznaliśmy się jeszcze w przedszkolu. Mieszkaliśmy niespełna kilometr od siebie, więc bardzo często się widywaliśmy. Kiedy zostawałam sama w domu na noc, jego rodzice często mnie do siebie zapraszali, żebym nie musiała spędzać nocy w wielkim, pustym domu. Był moim jedynym przyjacielem. Wszystko jednak zmieniło się gdy poszliśmy do liceum. Towarzystwo, w którym zaczęłam się obracać nie przypadło do gustu Jankowi. Mówił mi, że oni mnie niszczą, że wpakują mnie w kłopoty. Ja jednak byłam głucha na jego słowa. Trzy lata temu przyszedł do mnie w moje urodziny. Mieliśmy małą tradycję, że zawsze nasze urodziny spędzaliśmy we wspólnym gronie.
-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Tosia! - powiedział z uśmiechem na twarzy, gdy tylko otworzyłam mu drzwi. W jednej ręce trzymał balony a w drugiej prezent.
-Jasiek? - zapytałam, patrząc na niego w półprzytomnym spojrzeniem. - Co ty tutaj robisz?
-No jak to co? Dziś są twoje urodziny, zapomniałaś? Haha, przecież nie mógłbym pozwolić żebyś spędziła je sama - powiedział.
-Ta... No ale widzisz, nie jestem sama - odpowiedziałam. W tym momencie zza moich pleców wynurzył się Piotrek - trzy lata starszy ode mnie chłopak.  Należał do mojej paczki, z którą się wtedy trzymałam.
-Serio Tośka? - zapytał zirytowany, po czym spojrzał mi prosto w oczy. - I oczywiście znowu jesteś na haju, tak? Dziewczyno, czy ty widzisz co oni z tobą robią? Co TY z sobą robisz?
-Z tego co sobie przypominam, to nie jesteś moim ojcem, żeby mnie pouczać - odszczeknęłam.
-Przepraszam bardzo, że się o Ciebie martwię. Jak tak dalej pójdzie zniszczysz sobie życie, czy ty nie możesz tego zrozumieć?
-Stary, przynudzasz. Zjeżdżaj stąd - wtrącił się Piotrek. Nie zareagowałam. Jasiek jeszcze przez chwilę patrzył się na mnie z niedowierzaniem po czym odwrócił się.
-Nie wiem co się z tobą dzieje Tosia... Nie poznaję Cię - rzucił na pożegnanie.
To był ostatni raz kiedy ze sobą rozmawialiśmy. Brakowało mi go, ale wszelkie oznaki tęsknoty topiłam w alkoholu. Jednak tego dnia, po tym co zdarzyło się w piwnicy, nie zastanawiając się wykręciłam jego numer. Odebrał. W telefonie nastała głucha cisza.
-J...Jasiek? - zapytałam po chwili niepewnym głosem.
-Czego chcesz? - usłyszałam w odpowiedzi. Przez chwilę nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa. Czułam, że do oczu ponownie napływają łzy.
-Tośka? Jesteś tam? - zapytał po chwili.
-Czy..czy mógłbyś do mnie przyjechać?
-Co się stało? Ty płaczesz?
-Ja...Ja nie umiem tego wyjaśnić. Jasiek, boję się...
-Zaraz będę - powiedział i rozłączył się. W mieszkaniu panowała absolutna cisza. Czułam się tak, jakby coś mnie zewsząd otaczało, jakby coś obserwowało każdy mój ruch. Siedziałam nieruchoma na łóżku. Bałam się nawet oddychać. Nie wiedziałam co się dzieje, ani dlaczego to się dzieje. Po niespełna piętnastu minutach ktoś zapukał do drzwi od mojego pokoju. Bałam się ruszyć. Zdziwił mnie fakt, że ktoś jest w domu, bo przecież nikt nie mógł przejść przez drzwi wejściowe. "Znowu musiałam nie zamknąć..." pomyślałam. Odruchowo spojrzałam do torebki, klucze leżały na wierzchu. Gdybym je zamknęła, klucze zostawiłabym jak zawsze w zamku. Zostawianie otwartych drzwi było moim złym nawykiem od dziecka. Jasiek dobrze o tym wiedział, niejednokrotnie straszył mnie, że jak nie nauczę się w końcu ich odruchowo zamykać, to w nocy ktoś przyjdzie i mnie okradnie. Gdy byliśmy młodsi, takie straszenie działało, jednak mijały lata, ja wciąż zapominałam zamykać drzwi, a żadny złodziej mnie nie odwiedził.
Zmusiłam się do wstania z łóżka. Otworzyłam drzwi. W progu stał Janek.   Gdy go tylko zobaczyłam znowu się rozpłakałam. Nie byłam w stanie zahamować emocji. Byłam w rozsypce.
-Tosia...Co się stało? - zapytał. Nie byłam w stanie odpowiedzieć. Nie mogłam przestać płakać. Nagle Jasiek przytulił mnie. - Uspokój się. Jestem tu, nic Ci nie grozi - powiedział. Po kilku minutach otrząsnęłam się na tyle, by być w stanie mu opowiedzieć co się stało. Opowiedziałam mu w szczegółach co miało miejsce dzisiaj w piwnicy. Patrzyłam się w przestrzeń. Nie umiałam spojrzeć mu w oczy, bałam się, że mi nie uwierzy i mnie wyśmieje.
-Jasiek... Ja nie wiem co się dzieje. Najpierw Amelia, przekonana, że nasi rodzice żyją, ucieka do lasu i znajduję ją całą poobijaną z zakrwawioną ręką. Mówi mi, że miała racje i pokazuje przed siebie, w miejsce gdzie stoi ten sam cień, który zaatakował mnie dzisiaj w piwnicy. Potem spotykam naszą sąsiadkę, która prosi mnie, żebym pozdrowiła mamę, a kiedy mówię jej, że ona zginęła wraz z ojcem w wypadku samochodowym, zdziwiona odpowiada mi, że widziała mamę w ogródku? Czy wszyscy już kurwa powariowali?
-Tośka... - powiedział niepewnym głosem.
-Nie wierzysz mi... Nie wierzysz mi! Wiedziałam, że tak będzie!
-Tosia, uspokój się. Spójrz na mnie - odpowiedział nienaturalnie spokojnym tonem. - Czy ty... Czy ty dalej coś bierzesz?
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Byłam przygotowana na to, że mi nie uwierzy, ale nie przypuszczałam, że od razu mnie osądzi. Chociaż w sumie, nie wiem czemu mnie to zdziwiło. Przez ostatnie trzy lata nieustannie ćpałam. Pewnie, gdyby nie wypadek rodziców i to, że stałam się opiekunem Amelki i ponoszę za nią odpowiedzialność, dalej bym ćpała.
-Co?... Naprawdę uważasz, że byłabym w takim stanie po zjaraniu?
-Nie dziw mi się. Przecież dobrze wiesz, co potrafiłaś robić w przeszłości i jak pamiętam trawka nie byłą twoją jedyną przyjaciółką. W tego całego ducha mógłbym jeszcze uwierzyć, ale...
-Ale co?! - zapytałam zdenerwowana.
-Tosia... Ja wiem, że twoi rodzice nie byli wzorem do naśladowania. Wiem, że często się kłóciliście. Wiem, że było Ci ciężko. Ale nie sądzisz, że wmawianie sobie ich śmierci to lekka przesada? - odpowiedział. Nie wierzyłam własnym uszom.
-Jasiek... Jakie wmawianie? Przecież sam byłeś na ich pogrzebie!
-Tośka przestań. Skoro twoja mama nie żyje, to jakim cudem otworzyła mi drzwi?

Sparaliżowało mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz